Człowiek jest w stanie przeżyć bez jedzenia kilka tygodni. Bez wody problemy pojawiają się po zaledwie kilku dniach, a podczas upałów nawet po godzinach grozi nam śmierć.A wytrzymać kilka minut bez powietrza – jest to fizycznie niemożliwe. Tlen jest niezbędny do funkcjonowania naszego ciała. Co się stanie jeśli zacznie go ubywać?
Właściciele barów tlenowych i producenci kosmetyków zawierających „regenerujące cząsteczki tlenu” od lat przekonują konsumentów, że nie korzystając z ich usług narażamy komórki swojego ciała na powolną agonię. Tlenowe lobby uważa, że na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat poziom tlenu w atmosferze spadł o kilkanaście procent, a w wielkich aglomeracjach miejskich takich jak choćby Tokio czy Los Angeles chwilami nie przekracza kilku procent. Takie stwierdzenia przysparzają im klientów, równocześnie zwiększając niepokój i siejąc panikę. Trzeba stanowczo powiedzieć, że wszystkie takie opinie są jedną wielką, piramidalną bzdurą.
Zawartość tlenu w powietrzu mierzona na poziomie morza i na otwartej przestrzeni (wykluczamy przypadki pożarów, wybuchy wulkanów i tym podobne) jest stała i wynosi 21%.
Prawdą jest też to że ludzka działalność nie przyczyniła się do globalnego spadku zawartości tlenu w atmosferze. Nie wpływa na to malejąca powierzchnia terenów zielonych, które produkują tlen, ale intensywne spalanie paliw kopalnych. Podczas spalania węglowodorów (gazu, ropy czy węgla ) używany jest tlen, który w reakcji chemicznej łącząc się z węglem tworzy, w zależności od wydajności procesu, tlenek lub dwutlenek węgla.
Co roku ilość tlenu w powietrzu spada o 20 części na milion. Oznacza to, że na każde milion cząsteczek tlenu w atmosferze z 1989 roku, przypada obecnie 999 600.
Jak wynika z szacunków dostępne i ekonomicznie opłacalne w wydobyciu złoża to około 25 000 bilionów ton.
Jeśli wszystko to „poszłoby z dymem” to procentowa zawartość tlenu w ziemskiej atmosferze obniżyłaby się do 19,4%
Jakie byłyby dla ludzkości konsekwencje takiego obrotu spraw? Lekarze twierdzą, że z punktu widzenia zdrowego człowieka nie miałoby to w zasadzie żadnego znaczenia. Miliony ludzi na całej planecie żyją na wysoko położonych terenach, gdzie zawartość tlenu jest niższa. Faktem jest również to iż wiele osób w skutek wypadku lub choroby straciło jedno płuco i mimo wszystko nadal żyją i funkcjonują sprawnie.
Wraz ze spalanym węglem poziom jego dwutlenku w atmosferze rośnie, co powoduje podwyższenie globalnych temperatur dzięki zjawisku nazywanemu efektem cieplarnianym. Wzrasta wtedy temperatura mórz i oceanów, a w cieplejszej wodzie gorzej rozpuszcza się tlen.
W najbardziej pesymistycznym scenariuszu do 4000 roku ilość „martwych” wód oceanicznych osiągnie 14%. W takich, nisko lub beztlenowych, warunkach idealnie rozwijają się bakterie produkujące tlenek azotu, który również należy do gazów cieplarnianych.
(fot. http://www.sxc.hu/)
|