Kanada wycofała się z protokołu Kioto w celu uniknięcia konieczności kupowania praw do emisji CO2, co wiązałoby się z kosztem dla pąństwa w kwocie 14 mld dolarów. Nadal pozostaje jednak stroną Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, podpisanej w 1992 roku w Rio de Janeiro podczas tzw. Szczytu Ziemi.
Nikt nie jest zaskoczony decyzją Kanady. Państwo te uważało iż protokół ten nie zdaje egzaminu ponieważ nie obejmuje wielu państw o dużej emisji CO2. Do sygnatariuszy Protokołu nie zaliczają się m.in. Stany Zjednoczone, które stwierdzają postanowienia za niesprawiedliwe, przede wszystkim na ulgowe traktowanie Chin, największego na świecie emitenta gazów cieplarnianych.
"Protokół z Kioto nie uwzględnia dwóch największych emitentów na świecie - Stanów Zjednoczonych i Chin. Jest już jasne, że nie jest on ścieżką w kierunku globalnych rozwiązań dotyczących problemu zmian klimatycznych, a raczej przeszkodą" - stwierdził kanadyjski minister środowiska Peter Kent.
Konserwatywny rząd Kanady dba o to aby nie zaszkodzić w żeden sposób wydobyciu ropy naftowej, które to wydobycie jest najbardziej rosnącym źródłem emisji gazów cieplarnianych w Kanadzie.
Kanada znajduje sie na trzecim miejscu pod względem wielkości zasoby ropy naftowej ( tuż za Arabią Saudyjską i Wenezuelą). Piaski roponośne w prowincji Alberta dostarczają dziennie 1,5 mln baryłek. Według szacunków w 2025 roku produkcja wzrośnie ponad dwukrotnie.
(fot. http://www.sxc.hu/) |